Michał Kudzia

Michał Kudzia
Na macie: 

W 2005 roku zacząłem się uczyć Powitań Słońca. Powiedziano mi, że to Ashtanga Vinyasa Yoga. W Polsce ćwiczyło w tym systemie może 20-30 osób. Spodobała mi się metoda, zostałem przy niej. Czasem wychodzę ze sztywnego schematu, rozszerzam praktykę stosownie do potrzeb. Od 12 lat próbuję jogowego chleba z różnych pieców. Szukam nauczyciela, przy którym mógłbym się rozwijać. Na razie spotykam samych instruktorów.

Warsztaty, warsztaciki, szkolenia, treningi owszem, ukończyłem. Jakieśtam certyfikaty z nich zostały na pamiątkę. Ale nie ma sensu ich tu wypisywać. Są bezużyteczne. Łatwość, z jaką sprzedaje się "uprawnienia" i akredytacje (masowa produkcja instruktorów), w moich oczach je dewaluuje. Nawet 5000 godzin szkoleń nikogo nie uczyni nauczycielem jogi.

Wobec tego postanowiłem zaufać intuicji. Więcej medytuję i na własnej macie odkrywam zalety praktyki AVY, pamiętając o tym, że nie istnieje najlepsza, jedynie słuszna metoda dla wszystkich. Trzeba ją wybrać indywidualnie. Jogi można się uczyć, ale nie da się nauczyć jej kogoś innego.

Poza matą: 

Najbardziej ze wszystkiego interesuje mnie sens życia. Po co się urodziłem? 

Chcę być szczęśliwy i sprawiać, by ludzie wokół czuli się dobrze. Aktywność fizyczna pomaga mi w tym. Pomaga śpiewanie i taniec, w każdej postaci. Pomaga sztuka komunikacji, dlatego tak bardzo fascynuje mnie ludzka mowa i umiejętność dotyku.

Używam ciała, używam głosu, używam oddechu. Patrzę w oczy, kiedy rozmawiam. Nie boję się bólu, nie boję potknięcia, ale czasem boję się, że potknie się ktoś obok. To chyba moje zadanie na najbliższy czas - pozwolić innym na potknięcia i swobodne upadki. Każdy ma swoją drogę do przejścia.

W wolnym czasie piszę na stronie asztanga.pl.